Re: Inwestycje Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego
: 12 mar 2025, o 18:46
Kaliski szpital zainwestował swego czasu w wymianę strupieszałych wind. Windy są niczego sobie, ale zjeżdżając dzisiaj po odwiedzinach u chorego usłyszałem mrożące krew w żyłach polecenie "Jazda do dołu!". Osoba w moich latach po takim komunikacie otrzymanym W SZPITALU od razu zaczyna zastanawiać się, czy to już finał. Ponieważ mimo zaawansowanego wieku nie stwierdziłem jednak oznak swojego zaszłego ani nawet nadchodzącego zejścia, zastanowiłem się, dlaczego taki rozkaz jest wydawany. Przypomniałem sobie, że jadąc do chorego usłyszałem tajemniczy komunikat "Jazda do góry". A przecież do góry dociera się zazwyczaj jakąś serpentyną albo szlakiem. Po serpentynie można poruszać się samochodem, bryczką, a po szlaku rowerem albo pieszo, ale z pewnością nie windą.
Eureka! - pomyślałem. Otóż szpital wybierając producenta solidnych wind zawierzył także w jego kompetencje językowe. To dlatego windy w kaliskim Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. zacnego dr Perzyny (w przyszłości klinicznym) zamiast komunikować jazdę w górę lub w dół zgłaszają intencję udania się w góry albo straszą pacjentów i odwiedzających dołem, zapewne już wykopanym.
Tymczasem wiara w zdolności językowe przemysłowców bardzo może być naiwna. Ostatnio co rusz to słyszę propozycję, żeby kupić coś, co może być dostarczone OD jakiegoś Ikeja, inszego Niveja, czy niejakiej Winiary. Tych troje chwali się długoletnią obecnością na polskim rynku. Fakt nieopanowania najprostszych reguł polszczyzny pomimo tak długiej działalności w naszym kraju świadczy już nie tylko o kiepskich zdolnościach, ale raczej o tępocie. Nie chcę przecież podejrzewać, że podłożem tego może być przekonanie "jakowaź tam polscyzno to nitz f poruwnanió z naso maretzko". To by przecież nasuwało przypuszczenia, że i polski klient (ponoć pan) "moze bydź nitz".
We Francji za takie lekceważenie języka byłaby sroga kara. Może pora, żeby pozbyć się tej murzyńskości takiej.
Za PRL-u w państwowych zakładach przemysłowych zatrudniano nadwyżkę polonistów, z którymi władza nie wiedziała, co zrobić, a były przecież nakazy pracy. Po zredagowaniu paru pism dla dyrekcji tym ludziom pozostawało sporo czasu, dlatego oddawali się specyficznej, żartobliwej promocji językowej produktów swoich przedsiębiorstw. To ich inwencja znalazła "zwis męski", nową, stuprocentowo polską nazwę krawata. Byli to jednak puryści językowi i nigdy w życiu nie splamiliby się pomysłem Ikeja, Niveja, czy tej Winiary.
Eureka! - pomyślałem. Otóż szpital wybierając producenta solidnych wind zawierzył także w jego kompetencje językowe. To dlatego windy w kaliskim Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. zacnego dr Perzyny (w przyszłości klinicznym) zamiast komunikować jazdę w górę lub w dół zgłaszają intencję udania się w góry albo straszą pacjentów i odwiedzających dołem, zapewne już wykopanym.
Tymczasem wiara w zdolności językowe przemysłowców bardzo może być naiwna. Ostatnio co rusz to słyszę propozycję, żeby kupić coś, co może być dostarczone OD jakiegoś Ikeja, inszego Niveja, czy niejakiej Winiary. Tych troje chwali się długoletnią obecnością na polskim rynku. Fakt nieopanowania najprostszych reguł polszczyzny pomimo tak długiej działalności w naszym kraju świadczy już nie tylko o kiepskich zdolnościach, ale raczej o tępocie. Nie chcę przecież podejrzewać, że podłożem tego może być przekonanie "jakowaź tam polscyzno to nitz f poruwnanió z naso maretzko". To by przecież nasuwało przypuszczenia, że i polski klient (ponoć pan) "moze bydź nitz".
We Francji za takie lekceważenie języka byłaby sroga kara. Może pora, żeby pozbyć się tej murzyńskości takiej.
Za PRL-u w państwowych zakładach przemysłowych zatrudniano nadwyżkę polonistów, z którymi władza nie wiedziała, co zrobić, a były przecież nakazy pracy. Po zredagowaniu paru pism dla dyrekcji tym ludziom pozostawało sporo czasu, dlatego oddawali się specyficznej, żartobliwej promocji językowej produktów swoich przedsiębiorstw. To ich inwencja znalazła "zwis męski", nową, stuprocentowo polską nazwę krawata. Byli to jednak puryści językowi i nigdy w życiu nie splamiliby się pomysłem Ikeja, Niveja, czy tej Winiary.